
uszkodzenie watroby, woda w brzuchu
#1
Napisano 12 lipiec 2011 - 01:34
Mam bardzo chorego tate lat 55. Od bardzo dlugiego czasu tatus zyje z choroba ktora sie nazywa dna moczanowa. Z tego co zawsze lekarze powtarzali bardzo wazne w tej chorobie jest dieta i niespozywanie alkoholu. Moj tato raczej nie przestrzegal tych zasad. W chwili obecnej znajduje sie w szpitalu. Lekarze powiedzieli, ze ma uszkodzona watrobe i jej stan okreslili jako ciezki. Powiedzial, ze po wyjsciu taty ze szpitala mamy obserwowac czy nie pojawi sie zator zyly wrotnej lub spiaczka watrobowa. Dzis dowiedzialam sie ze tato ma zapalenie otrzewi i wode w brzuchu. Jakiekolwiek informacje znajduje w internecie koncza sie zdaniem "wysoka smiertelnosc" Lekarz powiedzial, ze moj tato nie kwalifikuje sie do przeszczepu watroby poniewaz naduzywa alkoholu a takich osob nie wpisuje sie na liste oczekujacych. Powiedziano mi, ze choroba mojego taty to kwestia czasu a ja nie wiem nawet o jakim czasie mowa. Tygodnie? Miesiace? Lata?
Tato chyba dopiero przejrzal na oczy, zobaczyl do jakiego stanu sie doprowadzil i obiecal ze bedzie o siebie dbal, nie bedzie pil, bedzie bral leki. A ja chociaz nie chce dopuszczac do siebie takiej mozliwosci mysle, ze on juz nie bedzie mial szans na to by o siebie zadbac:///
Czy ktokolwiek moze mi powiedziec czy tato faktycznie nie ma szans na przeszczep? Czy z podanych przeze mnie informacji ktos moze mi udzielic jakiejkowiek porady? Boje sie, ze to sa ostatnie tygodnie mojego taty, pelne bolu i naszych lez. Boje sie, ze on po prostu nie wyjdzie juz ze szpitala:/
Przepraszam za ten post ale naprawde nie wiem co mam robic. Bede wdzieczna za kazda wskazowke lub porade ktorej mozna mi udzliec na podstawie tak niewielu informacji
k.
Wsparcie forum.futuramed.pl
REJESTRACJA LOGOWANIE
#2
Napisano 14 lipiec 2011 - 06:25
Co do postępowania - jeżeli Twój Tato dalej będzie pił, to nie ma sensu mówić o jakimkolwiek postępowaniu, bo żadne postępowanie nie będzie miało większego sensu.
Jeżeli nie będzie pił, to po wyrównaniu jest szansa, że pożyje jeszcze jakiś czas (miesiące? lata?), oczywiście trochę grzęj funkcjonują, ale zawsze
Poczytaj sobie jeszcze to: Marskość wątroby
pozdrawiamy
zespół forum.futuramed.pl
#3
Napisano 15 lipiec 2011 - 12:03
Obecnie moj tato jest 3 tydzien w szpitalu, sciagano mu wode z brzucha ( nie wiem czy to dobre okreslenie). Dostaje tabletki na siusianie i sterydy. Lekarz powiedzial, ze tato przez wiele lat jadl leki ktore szkodzily mu na watrobe i przyczynily sie do obecnego stanu. ( lekarz powiedzial ze tych lekow w sumie bylo 8) Tata leczyl sie na wyzej wspomniana dne moczanowa i wiem ze te leki sa szkodliwe. Zazywal tez leki po operacji kregoslupa. Czy w obecnej sytuacji nadal nie ma szansy na przeszczep? Wiem, ze dawca moze byc osoba zyjaca. Czy jezeli ja jako corka wyraze chec oddania czesci watroby mojemu tacie to szanse sie zwieksza czy problem lezy zupelnie gdzie indziej? Jesli pojawilaby sie jakakolwiek szansa przeszczepu dla mojego taty to czy istnieje jakis przyblizony okres oczekiwania na taka operacje? Ja caly czas wierze, ze nastapi cos pozytywnego. Wczoraj moja mama zaniosla do szpitala pismo z prosba o wpisanie taty na liste oczekujacych i modle sie zeby to cos pomoglo.
k.
#5
Napisano 15 lipiec 2011 - 07:33
k.
#6
Napisano 16 lipiec 2011 - 09:20
Wyobraź sobie, że masz 1000 chętnych i 1 wątrobę. I teraz dokonaj obiektywnego, uczciwego, rzetelnego wyboru - KOMU ta wątroba się należy ?
Tak, żeby te 999 osób, które umrą bez wątroby, stwierdziły - OK, to było sprawiedliwe. NIE MA takiej możliwości. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie - "Te zasady są złe !"
Teraz masz lekarza, który zgodnie z zasadami, z tej grupy tysiąca osób wyrzuca 500, które piją. Zostaje mu jeszcze 500, które nie piły. Z nich musi wyrzucić jeszcze 499...
Postaw się na miejscu tego lekarza, który jest zmuszony bawić się w Pana Boga, chociaż wcale tego nie chce. I odpowiedz sobie na pytanie - czy będąc takim lekarzem twierdziłabyś, że odmawiasz pomocy chorym ?
pozdrawiamy
zespół forum.futuramed.pl
#7
Napisano 17 lipiec 2011 - 07:48
Ja nie pisze tutaj o tym, by pominac wszystkich z kolejki i zajac sie tylko moim tata bo to moj tata i juz. Pisze o daniu szansy czlowiekowi. Wpisanie na liste nie oznacza przeciez, ze tato ta watrobe dostanie jednak daje mu szanse i nadzieje na zycie. Dlatego ciezko mi zrozumiec decyzje lekarzy tym bardziej, ze watroba mojego taty jest w ciezkim stanie nie tylko ze wzgledu na alkohol ale i leki ktore zazywal (przepisywane co miesiac przez lekarzy)
A co w sytuacji jesli ja jako corka zgodzilabym sie byc dawca? Czy to prawda, ze w Polsce przeszczepu fragmentu watroby od dawacy zywego wykonuje sie tylko u malych dzieci?
k.
#8
Napisano 17 lipiec 2011 - 11:19
Poza tym pamiętaj o jeszcze jednej rzeczy - to nie jest tak, że wątroba jest chora a reszta ciała idealnie zdrowa. Jest jeszcze kwestia trzustki, mózgu (w sensie uszkodzenia nerwów), toksycznego uszkodzenia serca, uszkodzenia układu pokarmowego i wielu wielu innych. To też w sposób realny wpływa na decyzje. Pytanie, czy w takim stanie (ogólnym, internistycznym) Twój Tato przeżyłby jakąkolwiek operację ? Nie mówiąc już o tak długiej i skomplikowanej, jak w przypadku przeszczepu.
pozdrawiamy
zespół forum.futuramed.pl
#9
Napisano 17 lipiec 2011 - 01:30
#10
Napisano 20 lipiec 2011 - 05:01
niestety nie żyjemy w idealnym świecie...
znalazłem bardzo ładnie zrobione opracowanie w wikipedii na ten temat, jest między innymi informacja o przeciwwskazaniach :
http://pl.wikipedia....epienie_wątroby
pozdrawiamy
zespół forum.futuramed.pl
#11
Napisano 30 lipiec 2011 - 11:32
Tu chyba zaszło jakies nieporozumienie.(...) Lekarz powiedzial, ze tato przez wiele lat jadl leki ktore szkodzily mu na watrobe i przyczynily sie do obecnego stanu. ( lekarz powiedzial ze tych lekow w sumie bylo 8) Tata leczyl sie na wyzej wspomniana dne moczanowa i wiem ze te leki sa szkodliwe. Zazywal tez leki po operacji kregoslupa. (...)
Każde leki, dowolne, czy to na receptę, czy proszek od bólu głowy z kiosku z gazetami, a więc każdy lek w jakimś sensie niszczy wątrobę. Każda chemia niszczy wątrobę. W pewnym sensie.
Wyważenie zysków i strat przy braniu leków jest dość proste, jeśli preparat leczy jakieś schorzenie, to hipotetyczne uszkodzenie wątroby wlicza się w koszty i łyka ten preparat. Jeśli łyka się coś bez umiaru, to można założyć, że wątroba tego nie wytrzyma i ulegnie w końcu uszkodzeniu.
Jeśli jednak to jest alkohol (a nie leki ratujące życie czy zdrowie), pity często i w sporych ilościach, to uszkodzenia wątroby mogą być znaczne, a i (że tak powiem) powód tych uszkodzeń jakby mniej sensowny.
Nie znam się na transplantologii, nie znam procedur, ale wydaje mi się, że pacjent zakwalifikowany do przeszczepu (czyli wpisany na listę) musi "rokować", musi dawać nadzieję, że ten przeszczep ma sens, że jest szansa że się przyjmie, że wątroba się nie "zmarnuje". To dylemat za krótkiej kołdry, jakby organów do przeszczepu było całe mnóstwo, wykwalifikowanych ekip chirurgicznych od metra, a i sal operacyjnych wystarczająco (nie mówiąc o pieniądzach), to każdy chętny miałby szansę na przeszczep. Ale jest jak jest i ktoś musi wybierać czyli tworzyć listę.
Na szczęście są odpowiednie procedury i dokładna kontrola realizacji tych procedur, nie robi się tego "na oko" czy wg. "widzimisię". Kontrolują to z jednej strony jakieś administracyjne organy kontrolne, a z drugiej strony sami pacjenci i ich rodziny...
Wsparcie forum.futuramed.pl
REJESTRACJA LOGOWANIE
#12
Napisano 02 sierpień 2011 - 09:39
Prosze mi wierzyc, ze naprawde nie trzeba lekow lykac bez umiaru aby zniszczyc sobie watrobe. Moj tato spozywal leki w ilosciach przepisywanych przez lekarzy i z cala pewnoscia nie wiekszych. Wrecz przeciwnie, zdarzalo mu sie nie zjadac wszystkich tabletek gdy nie mial pieniedzy na zrealizowanie recept.
Co do alkoholu to nie sporzywal go czsto i w sporych ilosciach. Chociaz to pewnie znowu jest sprawa sporna bo w koncu "czesto i w sporych ilosciach" to znaczy ile? Wiem, ze zdarzalo mu sie wieczorami wypic drinka. Nie pil kazdego dnia, nie upijal sie do nieprzytomnosci, nie byl, nie jest pijakiem. To wszystko jednak nie zmienia faktu, ze przy schorzeniach z jakimi zyl i zyje nie powinien pic w ogole. Sadze, ze picia alkoholu tutaj nic nie usprawiedliwia. Ja sobie tak mysle, ze moze to taka niemoc czlowieka, nieumiejetnosc poradzenia sobie samym ze soba, z bolem... ale to takie moje osobiste przemyslenia.
Co do przeszczepow ktore powinny miec sens. Rozumiem jesli lekarz nie zdecyduje sie na przeszczep u pacjenta ktory ma zniszczona nie tylko watrobe ale i inne ograny i jest za slaby by moc przyjac nowa watrobe.
Tak naprawde dopiero po dokonaniu przezczepu wiadomo czy taka operacja miala sens. Mozna dac nowa watrobe komus kto najadl sie trujacych grzybow i rownie dobrze ten czlowiek po wyjsciu ze szpitala moze skoczyc z mostu bo ma jakies problemy emocjonalne. I co, "rokujacy pacjent zmarnowal narzad" We Francji przeszczepiono watrobe 18 alkoholikom w ranach testu. Po 6 miesiacach 15 z ich zylo i nie wrocilo do nalogu.
Jasne, ze takiemu lekarzowi nie latwo podejmowac decyzje ale uwazam, ze nie powinno odbierac sie szansy i nadziei. Tym bardziej, ze tak jak pisalam wczesniej jest mozliwosc, ze znajdzie sie watroba ktora nie bedzie pasowala do nikogo z listy a moglaby uratowac zycie osobie ktora z jakis powodow nie zostala wpisana na liste.
Co do "odpowiednich procedur i dokladnej kontroli" to dla mnie rowniez sprawa sporna. Niestety niejednokrotnie bylam swiadkiem jak tzw. koperta dana lekarzowi zmieniala jego zdanie i podejscie do pacjenta. Rzeczy "niemozliwe" staly sie do zalatwienia. ( sytuacje nie dotyczyly akurat przeszczepu watroby) Na tej podstawie moge domyslac sie, ze te wszystkie procedury i kontrole nie koniecznie moga byc takie jak byc powinny.
Nie chce sie rozpisywac na temat lekarzy ktorzy nagle zmieniaja zdanie i robia rzeczy ktore chwile wczesniej nie byly do zalatwienia. To zupelnie inny temat. Ja caly czas zmierzam do tego, ze powinno sie dawac szanse czlowiekowi i nie odbierac nadziei.
Moj tato nadal jest w szpitalu. Lekarze mowia, ze watroba "ruszyla" ale i tak wiem, ze nie jest dobrze. Teraz jedyne co moge to siedziec w szpitalu i trzymac go za reke. Patrzy na mnie i widze jak sie boi. Pierwszy raz w zyciu widze go tak przestraszonego. Glaszcze go po glowie i opowiadam co bedziemy robic jak wyjdzie ze szpitala. Przeciez on nie wie, ze lekarze rozkladaja rece i czekaja na cud.
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych użytkowników










